1.9. Modele coachingowe

26 03 2009

Coaching jest prowadzony w oparciu o model coachingowy przy wykorzystaniu narzędzi coachingowych.

Model to swego rodzaju ogólny plan działania. To etapy, które po kolei wykonujemy. Natomiast narzędzia coachingowe, to ogólnie mówiąc wszystko to, czym coach posługuje się na danym etapie coachingu.

Do modeli coachingowych, którymi się posługuję należą m.in.:

- tzw. Podstawowy Model Coachingu – dokładnie opisałem go w moim e-booku „ABC Coachingu”

- Model GROW,

- Model InerGame,

- Model SCORE,

- Model oparty o aktywne słuchanie,

- Gestaltowski model coachingu,

- Model ABC,

- Model oparty o SFA (Solution Focused Approach),

- Model oparty o Poziomy Logiczne Robert’a Dilts’a

- Model Moderowania Decyzji,

- Model behawioralno-poznawczy oparty o cykl uczenia się Davida Kolba.

W mojej opinii najbardziej uniwersalnym modelem jest ten ostatni. Można go stosować zarówno w prostym coachingu zadaniowym, jak i w trudnym coachingu wartości i przekonań. Jest on jednak dość rozbudowany i złożony.

Wszystkie powyższe modele opiszę w późniejszym terminie. Teraz odsyłam do e-booka „ABC Coachingu” w którym opisuję Podstawowy model prowadzenia coachingu.





1.8. Trening i coaching w oparciu o cykl Kolba – różnice

26 03 2009

Czym różni się coaching oparty o cykl Kolba, od treningu prowadzonego w oparciu o cykl Kolba?

W treningu opartym o cykl Kolba trener przeprowadza:

1.      Ćwiczenie wcześniej szczegółowo zaplanowane.

2.      Następnie pytaniami powoduje dyskusję uczestników i refleksję.

3.      Podsumowuje dyskusję uczestników, wyciągając wnioski (teorię), lub powoduje, że sami uczestnicy treningu dokonują podsumowania i wyciągnięcia wniosków (teorii).

4.      Powoduje, że uczestnicy zastanawiają się i określają jak w praktyce to wykorzystają w swoim życiu, w swojej pracy itd. – taki pragmatyzm.

Ćwiczenie się kończy. Uczestnicy idą do domów. Z czasem w praktyce czynią to co zaprojektowali w punkcie 4. Pragmatyzm, czyli przerabiają cykl Kolba na nowo, w swoich specyficznych warunkach.

Mamy zatem:

  1. ‘ Ćwiczenie w praktyce – wykonanie ćwiczenia w realnych warunkach.
  2. ‘ Samodzielne oddanie się refleksji – co zrobiłem, jak, co z tego wynika, jakie konsekwencje?, co było dobrze, co trzeba poprawić? Co jest mi nie jasne, co muszę dopracować itd.?
  3. ‘ Wyciągnięcie konkretnych wniosków z tego działania (sformułowanie teorii, zasad)
  4. ‘ Jak w przyszłości wykorzystam teorię z punktu 3′? Jakie ma to znaczenie na moje działanie? A jaki wpływ na mnie i na otoczenie?

Uczestnik treningu w przyszłości wykonując to zadanie znowu przejdzie przez kolejny cykl uczenia się Kolba, a potem następny i następny, ciągle podnosząc swoje umiejętności.

W Coachingu opartym o cykl Kolba przechodzimy (coach + klient) przez 6 etapów, nałożonych na cykl Kolba (patrz rysunek).

Od Treningu, Coaching ten różni się m.in. poziomem dyrektywności prowadzącego.

W treningu to trener planuje ćwiczenie i jego przebieg, mówi co było świetnie, a co należy poprawić.

W coachingu wszystko tworzy sam klient prowadzony przez coacha, na podstawie tego co już wie, umie, potrafi. Coach niczego go nie uczy, lecz pomaga klientowi uświadomić sobie, zrozumieć to co już klient potrafi.

Najczęściej coach posługuje się pytaniami i aktywnym słuchaniem. Klient sam planuje co chce zrobić (zadanie/ćwiczenie), sam je robi, sam wyciąga wnioski, sam określa co było świetnie, a co należy poprawić.

coaching-cykl-kolba

Rys. 1. Model coachingu opartego o cykl uczenia się Davida Kolba.

Źródło: Thorpe, S., Clifford, J., Podręcznik coachingu. Poznań: Dom Wydawniczy Rebis, 2004

Przebieg coachingu wygląda następująco:

1. Określenie ogólnej potrzeby i celów coachingu.

Coach zadaje pytania, aktywnie słucha, jest motorem napędowym relacji, rozmowy ale źródłem określającym cele jest klient.

W treningu to trener określa cele treningu, po wcześniejszej analizie potrzeb treningowych, rozwojowych.

2. Uzgodnienie konkretnych celów coachingu.

Jest to efekt rozmowy z poprzedniego etapu. Tutaj również źródłem celów jest klient. Coach tylko (i aż) tylko rozmawia, parafrazuje, aktywnie słucha.

3. Opracowanie zadania praktycznego.

Coach pyta co byś chciał zrobić? W jaki sposób chciałbyś przybliżyć się do celu? Co może Ci w tym pomóc?

Klient odpowiada. (Jak nie odpowiada. Mówi, że nie wie, to coach może np. zapytać o inne podobne sytuacje w jego życiu, o to jak jego bliscy w takich sytuacjach postępują, może też opowiedzieć metaforę, historię).

Klient sam sobie opracowuje zadanie – rozwiązanie pozwalające osiągnąć cel, przybliżające go do celu.

Może je wykonać podczas coachingu, lub pójść do domu, lub pracy i tam je wykonać.

W treningu, to trener przychodzi na trening z gotowym ćwiczeniem, które trener opracował, w wyniku analizy potrzeb treningowych. W trakcie wykonywania ćwiczenie owo może ulec małej modyfikacji, może zostać bardziej dostosowane do grupy, ale decyzję o tym podejmuje trener.

4. Wykonanie zaplanowanego zadania bądź działania.

Klient wykonuje działanie, które pozwala mu osiągnąć cel, lub przybliża go do celu.

5. Ocena działań i planowanie lepszego funkcjonowania.

Zadanie zostało wykonane w praktyce, jesteśmy teraz na etapie refleksji. Coach i klient prowadzą rozmowę o tym działaniu.

Następnie klient prowadzony przez coacha, wyciąga wnioski (teorię) z tego co wykonał i powiedział podczas refleksji. Tak naprawdę to NIE tworzy tej teorii, tylko uświadamia sobie, rozumie to co już potrafił, tylko zrozumiał tego, nie był świadomy tego.

Teraz klient planuje jak następnym razem będąc w takiej sytuacji postąpi. Co doda do swojego działania, lub co usunie z niego, co zmieni?

6. Zakończenie coachingu, lub powtórzenie etapów 3-6.

Jeśli okaże się że rozwiązanie wykonane przez klienta na etapie 4, było dobre, klient osiągnął cel, to nie wprowadza się wielkich zmian w tym działaniu. Utrwala się zachowanie, które klient wypracował i wykonał w praktyce, ale na podstawie tego co sam umiał, wiedział. Coach go niczego nowego nie nauczył! Pomógł klientowi tylko i aż tylko zrozumieć.

Jeśli okaże się, że rozwiązanie jest błędne i klient nie osiągnie dzięki niemu celu, to wracamy do etapu 3 i opracowujemy nowe zadanie.

Dzięki wykonaniu tego nieskutecznego rozwiązania, refleksji nad nim, wyciągnięciu wniosków (sformułowaniu teorii) i określeniu jak to w praktyce klient wykorzysta, klient stał się „bogatszy” o doświadczenie i wiedzę. Nie osiągnął celu, ale planując kolejne rozwiązanie zastosuje to co właśnie sobie uświadomił (lub odkrył w sobie) i dzięki temu łatwiej mu będzie wypracować samodzielnie rozwiązanie w przyszłości.





1.7. Różnice między coachingiem a terapią

26 03 2009

Poniższa tabelka przedstawia główne różnice pomiędzy coachingiem a terapią:

Terapia

Coaching

Koncentracja na przeszłości, neutralizowanie negatywnych wydarzeń z przeszłości Koncentracja na teraźniejszości i przyszłości
Bierne nastawienie (skuteczne słuchanie), refleksja Aktywne nastawienie
Informacje pochodzą od klienta Informacje pochodzą od klienta i osób z jego otoczenia
Uwaga skupiona na niewłaściwych zachowaniach (również patologicznych) Uwaga skupiona na osiągnięciu pozytywnych celów
Problemy mają charakter wewnętrzny (wynikają z osobowości) Problemy znajdują się na płaszczyźnie klient – otoczenie
Informacje nie wydostają się poza gabinet terapeuty Informacje mogą być z dużą ostrożnością przekazywane kierownictwu firmy (business-coaching)
Klient to osoba, która bierze udział się terapii Określenie klienta nie jest jednoznaczne – może nim być osoba biorąca udział w coachingu, a może nim być firma, która wynajmuje coacha
Klient powinien poczuć się wzbogacony („lepiej się poczuć”) Coaching powinien przynieść poprawę wykonywanych działań (osiągniecie celów), niekoniecznie samopoczucia
Bardziej unormowane i regularne sesje Sesje mogą być rożnej długości (od 1h do 8h) i ich powtarzalność może być regularna, ale ni musi
Praca w gabinecie terapeuty Praca w miejscu pracy klienta lub miejscu neutralnym, rzadziej w gabinecie coacha
Praca bezpośrednio dotyczy osobistych problemów klienta Praca pośrednio dotyczy osobistych problemów klienta, częściej skupia się na problemach w wykonywaniu danej czynności
Klient sam wybiera terapeutę Klient sam wybiera coacha, lub firma wybiera za niego

Źródło: Bruce Peltier, Psychologia coachingu. Poznań: Dom Wydawniczy Rebis, 2005

W mojej opinii w tym porównaniu Peltier pisząc „terapia” ma na myśli terapię psychoanalityczną. W innych rodzajach terapii, szczególnie krótkoterminowej można znaleźć więcej podobieństw do coachingu i często takie terapie jak: TSR, Gestalt, Terapia Prowokatywna, behawioralno-poznawcza są wykorzystywane w coachingu.

Czym różni się coaching od terapii, można przedstawić również metaforycznie. Porównując coacha i terapeutę do mechanika samochodowego.

Mechanik-Terapeuta naprawia samochód w następujący sposób:

- rozbiera cały samochód na drobne części

- wymienia zepsute

- składa samochód na nowo

- samochód działa

Mechanik-Coach naprawia samochód trochę inaczej:

- ogląda samochód, lokalizując zepsutą część

- wymienia zepsutą część

- samochód działa

Jeśli w samochodzie jest zepsutych wiele części, to łatwiej jest posłużyć się metodą Mechanika-Terapeuty.

Jeśli natomiast zepsuta jest jedna, czy dwie części, to łatwiej jest posłużyć się metodą Mechanika-Coacha.

Coaching jest podobny do terapii, gdyż tu i tu „naprawia się”. Jednak inaczej naprania się w terapii, a inaczej w coachingu.





1.6. Kontrakt w coachingu

26 03 2009

Kontrakt w coachingu to takie pisemne, bądź ustne „zasady gry”.  Czyli coach z klientem ustalają zasady coachingu. Powinni poruszyć w kontrakcie takie kwestie:

-         jak siebie nawzajem traktują – punktualność, wyłączanie tel. kom. itp.

-         czego dotyczy coaching?

-         czy ich współpraca polega wyłącznie na coachingu, czy zawiera np. doradztwo, trening?

-         kto płaci za coaching i ile?

-         klient płaci za sesje, czy za osiągniecie celu?

-         w jakim stopniu coach odpowiada za osiągniecie celów klienta, czy w ogóle odpowiada za nie?

-         ile czasu trwają sesje, ile ich jest, jak często są?

-         i inne…

Ja zawsze mój kontrakt zaczynam od 2 fundamentalnych zasad mojej współpracy z klientem. Brzmią one tak:

  1. Jeśli nie chcesz czegoś mi powiedzieć, to powiedz, że nie chcesz o tym rozmawiać, zamiast rozmawiać na siłę. Wolę o czymś nie rozmawiać, niż żeby temat ten krępował Cię. Jeśli nie chcesz czegoś zrobić, to powiedz mi, że nie chcesz tego zrobić, zamiast robić to na siłę. Zrobimy coś innego. Do celu można dojść wieloma drogami – lepiej pójść inną, niż zatrzymać się w połowie tej.
  1. Jeśli chcesz mi coś powiedzieć na temat mojej pracy, naszych relacji, to powiedz mi to jak najszybciej. Im szybciej się o tym dowiem tym szybciej będę mógł to zmienić.

PS. Na koniec przypomnę stare sycylijskie powiedzenie: „Zasady są po to, by je łamać. Nigdy nie łam własnych.”





1.5. Rodzaje coachingu

26 03 2009

Dla mnie najważniejsze znaczenie ma podział coachingu za względu na przedmiot i podmiot coachingu.

Ze względu na przedmiot, możemy wyróżnić:

-         coaching umiejętności fizycznych (tzw. zadaniowy, on the job, at work) – to co robię i jak to robię;

-         coaching wartości i przekonań (tzw. coaching przez duże „C”) – to o czym myślę i jak myślę; jakie mam przekonania, wartości i jak one wpływają na to co robię;

Mówiąc o podmiocie coachingu mam na myśli osobę coachowaną, a dokładniej mówiąc kim jest ta osoba – jaki zawód wykonuje, jakie zajmuje stanowisko.

Przy tym podziale najpopularniejsze rodzaje coachingu to:

-         life-coaching – jest to coaching w obszarze umiejętności społecznych, umiejętności prowadzenia prywatnego życia

-         business-coaching – coaching umiejętności biznesowych

-         coaching sportowy – coaching sportowców

Te 3 główne rodzaje coachingu dzielą się dalej.

Np. life-coaching:

-         coaching związków

-         coaching małżeństw

-         coaching życia rodzinnego

-         coaching rozwoju osobistego

-         coaching umiejętności społecznych

-         i inne

Mamy też wiele coraz to nowszych rodzajów coachingu takich jak:

-         executive coaching

-         career coaching

-         performance coaching

-         teen coaching

-         spiritual coaching

-         corporate coaching

-         wellness  coaching

-         profesional/expert coaching

-         i inne…





1.4. Doradca, trener, mentor a coach

26 03 2009

Doradca opisuje słowami to,

co pokazuje Mentor,

a Trener umożliwia Ci zrobienie tego w praktyce i wyciągniecie z tego wniosków.

Czyli Doradca opisuje słowami najlepsze rozwiązanie,

Mentor pokazuje Ci jak wykonuje najlepsze rozwiązanie,

a Trener uczy Cię praktycznie wykonywać najlepsze rozwiązanie.

Coach natomiast pracuje na Twoim przykładzie, na tym co ty robisz i prowadzi Cię tak byś:

-         sam opisał słowami

-         to co sam robisz

-         wyciągnął wnioski z tego co robisz

-         sam wypracował najlepsze DLA CIEBIE rozwiązanie

-         nauczył się je wykonywać w praktyce

-         wyciągnął z niego wnioski

-         i byś sam potrafił być dla siebie mentorem.

Coach nie jest mentorem. Coach nie potrzebuje być mentorem, bo w coachingu indywidualnym klient sam sobie staje się mentorem. Natomiast w coachingu zespołowym, mentorem czyni się najbardziej doświadczonego, posiadającego największe osiągnięcia członka zespołu.

Najlepiej widać to w sporcie zespołowym. Żaden coach sportowy nie jest mentorem drużyny. Funkcję mentora powierza się kapitanowi drużyny. Gdyby coach przyjął na siebie rolę mentora, to po zakończeniu coachingu zespół straciłby mentora.

Coach może być mentorem dla innego coacha, ale nie dla klienta, z którym pracuje.

Różnicę i podobieństwa w pracy tych 4 osób przedstawię na przykładzie nauki jady samochodem.

Doradca mówi Ci co robisz dobrze, a co źle. Udziela Ci wskazówek i rad. Mówi co powinieneś zrobić, aby wyjść z poślizgu. Np. może Ci powiedzieć: „Nie. Nie w ten sposób. Tak nie wolno. Gdy wpadasz w poślizg to nie wolno Ci nacisnąć hamulca. Powinieneś lekko wcisnąć gaz”.

Trener daje Ci zadanie (ćwiczenie) do wykonania. Np. mówi: „Przejedziesz się tym samochodem po lodzie. Gdy wpadniesz w poślizg, to naciśniesz lekko gaz”.

Potem omawia zadanie i wyciąga z niego wnioski. Wykonujesz zadanie ponownie i jeśli robisz wszystko dobrze (tak jak trener uważa), to kończysz trening.

Mentor po prostu pokazuje Ci jak on wychodzi z poślizgu. Mówi: „Patrz i ucz się (przez obserwację) jak ja jadę, wpadam w poślizg i z niego wychodzę”.

Mentor jest dla Ciebie wzorem do naśladowania, jednak żeby go naśladować musisz wiedzieć jak to robić. On Ci nie mówi co i jak masz dokładnie zrobić. Mentor mówi: „Patrz na mnie i rób to samo”.

Coach od wszystkich poprzednich różni się tym, że nie mówi Ci co i jak masz zrobić, ale prowadzi Cię tak byś osiągnął to co zaplanowałeś na wstępie. Czyli w naszym przypadku może to wyglądać tak.

Coach ustali z Tobą Twój cel – Chcę umieć wychodzić z poślizgu. Następnie zrobisz zadanie (ćwiczenie) podobnie jak z trenerem, ale Coach NIE powie Ci co masz zrobić, żeby wyjść z poślizgu. Trener od razu powiedział co masz zrobić. Z coachem sam wypracujesz rozwiązanie – sam je odkryjesz. Odkryjesz jakich umiejętności powinieneś wykorzystywać, aby wyjść z poślizgu. Umiejętnościami tymi może być odpowiednie naciskanie gazu i manewrowanie kierownicą. Umiejętności te nie są nowe dla ciebie, bo już je wykonywałeś jeżdżąc samochodem.

Coach NIE będzie Cię ich uczył, bo ty już je masz, tylko nie jesteś świadomy tego jak możesz je wykorzystać podczas poślizgu.

Coach Cię uświadomi i pomoże wypracować działanie pozwalające wyjść z poślizgu.

Coach pozwoli Ci błądzić i szukać. Jego praca z Tobą polega na szukaniu rozwiązania dobrego dla Ciebie, dostosowanego do Twoich umiejętności i Twoich predyspozycji. Trener prawdopodobnie nauczy Cię rozwiązania najpopularniejszego – wszyscy tak robią to Ty też tak będziesz robił.

Coach nie pokaże Ci jak on wychodzi z poślizgu. Nie doradzi Ci co powinieneś zrobić.

Przy jego pomocy sam sobie pokażesz, co powinieneś zrobić i sam sobie doradzisz jak powinieneś to zrobić.





1.3. Poziomy i sposoby uczenia się a coaching

26 03 2009

Każdy proces uczenia się przebiega na 3 poziomach:

-         wiedzy – czyli zdobywamy informacje

-         postaw – kształtujemy swoje przekonania, wartości np. stwierdzamy, że chcemy umieć prowadzić samochód, bo to ułatwi nam życie

-         umiejętności – wykonuję praktycznie czynność, np. mając informacje (wiedzę teoretyczną) i postawę (chcę umieć prowadzić samochód) wsiadam do samochodu
i powoli ruszam

Oznacza to, że powinniśmy uczyć się na tych wszystkich poziomach. Tylko taka nauka daje nam największą gwarancję opanowania danej umiejętności. Nie oznacza to jednak, że zawsze musimy się uczyć w takiej kolejności (wiedza – postawy – umiejętności). Możemy zacząć od postaw, lub od czynności praktycznej, ale zawsze powinniśmy pamiętać o wszystkich poziomach.

Do każdego poziomu uczenia się możemy przypisać sposób uczenia się.

Bardzo wyidealizowany, bo rzadko występujący w praktyce podział wygląda tak:

poziomy_i_sposoby_uczenia_sie

Rys. 1. Poziomy i sposoby uczenia się.

Źródło: opracowanie własne.

Podział jest wyidealizowany bo w praktyce spotykałem szkolenia, które obejmowały tematyką zarówno szkolenie, warsztaty jak i trening.

Zazwyczaj najbardziej optymalna kolejność nauki to: wiedza, postawy, trening, coaching.

Czyli kolejno:

-         Wpierw zdobywamy wiedzę.

-         Dopiero mając wiedzę (informacje) możemy wykształcić postawę wobec tej wiedzy. Jeśli budujemy postawy (wartości, przekonania) wobec danego działania nie mając przynajmniej podstawowej wiedzy, to prawdopodobnie zostaliśmy zmanipulowani. To tak jakbyś zapisał się na szkolenie uczące obsługi Trumbran Brano, nie wiedząc co to jest Trumbran Brano.

-         Trening możesz rozpocząć dopiero gdy masz wiedzę teoretyczną i postawę: „Chcę tego”. Żeby odbyć praktykę, dobrze jest znać teorię.

-         Coaching nie jest metodą nauki! Jest metodą doskonalenia działania! Dlatego może się odbyć dopiero wtedy, gdy umiesz już wykonywać dane działanie – posiadasz już kompetencje. Chcesz jednak dojść do poziomu sprawności i biegłości. Twoim problemem jest np. niska skuteczność – potrafisz zrobić coś dobrze 3 na 10 razy,
a chcesz 9 na 10, lub 10 na 10.

Gdy prowadząc coaching stwierdzisz, że klientowi brakuje wiedzy teoretycznej, lub umiejętności to możesz  przerwać coaching i wysłać klienta na szkolenie.  Możesz też sam go tego nauczyć. Jednak nie będziesz wtedy prowadził coachingu, lecz szkolenie i powinieneś poinformować o tym klienta – może on chcieć się szkolić gdzie indziej.

Gdy wykonujesz coś dobrze 3 na 10 razy, to umiesz to zrobić, ale nie potrafisz utrzymać powtarzalności tych poprawnych działań, bo popełniasz błędy.

Twoje błędy mogą wynikać:

-         z braku odpowiedniej wiedzy – wtedy musisz uzupełnić braki teoretyczne

-         z braku właściwych postaw – np. nie nawidzisz sprzedawać, a szef ci każe sprzedawać. Wielkich sukcesów nie wróżę. Powinieneś wypracować właściwą postawę* wobec sprzedaży, albo zmienić pracę;)

-         z nieświadomości, niezrozumienia wykonywanego działania – masz wiedzę teoretyczną, chcesz to robić, ale Ci nie wychodzi. Wówczas proponuję coaching.

*ZMIANA postawy, a WYPRACOWANIE postawy to dwie różne sytuacje (przynajmniej
z punktu widzenia coachingu). Aby ZMIENIĆ postawę ja zazwyczaj stosuję coaching. Wg mnie jest to najbardziej efektywny sposób. Aby WYPRACOWAĆ postawę stosuję pracę metodami warsztatowymi (np. studium przypadku, symulację).

Co się dzieje, gdy zaczniesz od innej kolejności?

Na przykład uczysz się prowadzić samochód, ale zamiast iść na kurs teoretyczny idziesz do wujka – instruktora.

Jedziecie za miasto i wujek uczy Cię jeździć – zaczynasz naukę od Treningu.

Co się dzieje później?

Wjeżdżasz do miasta i się gubisz, bo musisz przestrzegać przepisów drogowych, a ich nie znasz. Mijasz 10 znaków drogowych na każde 100 przejechanych metrów. Wujek Ci po drodze szybko tłumaczy co znaczy każdy znak. Ty jednak ich nawet nie zauważasz, bo patrzysz na jezdnię – musisz jechać miedzy jakimiś białymi liniami, a za miastem ich nie było. Wjeżdżasz w jakiś autobus i rozbijasz samochód Wujka. Wujek krzyczy. Ty już nie chcesz jeździć samochodem.

Zaczynasz wszystko od nowa. Teraz musisz zbudować odpowiednią postawę wobec jazdy samochodem: Chcę prowadzić samochód. Następnie musisz zdobyć wiedzę teoretyczną
i dopiero wsiąść do samochodu i odbyć trening.

Czyli Twój pierwszy trening poszedł na marne?

Nie! Przecież potrafisz wolno prowadzić samochód polną drogą. Problem w tym, że musisz szybko jeździć po krętych, zatłoczonych drogach. Dlatego musisz uzupełnić teorię
i powtórzyć trening, a w zasadzie odbyć drugi już w miejskich warunkach.

Podobnie jest z innymi umiejętnościami. Jeśli zaczniemy od treningu, to zauważymy brak wiedzy teoretycznej i prędzej czy później będziemy musieli wrócić do treningu.

Małe uszczegółowienie:
Napisałem, że coaching można prowadzić gdy klient ma już wiedzę i umiejętności (przynajmniej minimalne). Zatem jak ta kwestia wygląda w Life-coachingu (coachingu sposobu, stylu życia)? Np. Zuzanna nie może się porozumieć z własną córką. Idzie na Life-coaching, ale Zuzanna od zawsze nie może się porozumieć z córką. Czy więc ma te minimalne umiejętności?

Life-coaching czyli coaching stylu/sposobu życia wymaga również podstawowej wiedzy
i umiejętności. Jednak Life-coaching bazuje na umiejętnościach społecznych, życia
w społeczeństwie. A te prawie każdy człowiek posiada, przynajmniej podstawowe.

Gdyby przyszedł do mnie na Life-coaching ktoś taki jak Tarzan, kto nigdy nie żył
w społeczeństwie ludzi, to ja bym nie mógł prowadzić jego coachingu. Tarzanowi potrzebna by była wiedz teoretyczna jak się zachowywać wśród ludzi, potem trening jak to robić
w praktyce, a dopiero potem coaching, żeby wyeliminować jego trudności w relacjach międzyludzkich oraz doskonalić jego mocne strony w relacjach z innymi ludźmi.

Nasza Zuzana, wychowała się w społeczeństwie i prawdopodobnie posiada podstawowe umiejętności społeczne potrzebne do rozpoczęcia Life-coachingu, zatem może w nim brać udział.

Coaching NIE jest uczeniem. To prawda. Dlaczego więc zaliczyłem go do sposobów uczenia?


Zaliczyłem w tym zestawieniu coaching do sposobu uczenia się, ale uczenia się w sensie odkrycia, uświadomienia, zrozumienia tego co klient już potrafił, ale nie robił tego, bo uważał, że nie umie.

Swego czasu przez 6 miesięcy „uczono” mnie pracy trenera metodą coachingu opartego
o cykl Kolba.
Piszę „uczono”, bo tak naprawdę ja w tym czasie odkrywałem i uświadamiałem sobie to co już potrafiłem, więc NIE uczono mnie niczego nowego.

Byłem wtedy na stażu w firmie szkoleniowej. Mój szef, trener, coach i mentor stwierdził, że nie chce, żebym szedł do szkoły trenerów, bo on mnie szybciej i lepiej nauczy trenerstwa.

Wtedy zaczął mnie „uczyć” przez coaching oparty o cykl Kolba. Chciał żebym ja sam sobie wypracował styl pracy trenera, który będzie mi najbardziej odpowiadał, z którym ja się będę dobrze czuł.
Nie chciał mnie uczyć tego jakim trenerem jest on. Postanowił pomóc mi:

-         zneutralizować trudności, które mam w pracy trenera

-         oraz ODKRYĆ moje silne strony, moje talenty; wzmocnić je i zrobić ze mnie trenera na podstawie tego co już mam, tych umiejętności które już mam.

Efekt był taki, że stworzył trenera nie pasującego do jego firmy…
Dał mi swobodę coachingowego podejmowania decyzji i wyszedł ze mnie niedyrektywny, gestaltowski trener nastawiony na proces, a nie charyzmatyczny show-man.
A ja nie związałem się z firmą.

Mój przypadek chyba był jego pierwszym i ostatnim tak nie dyrektywnym, coachingowym,
a nie treningowo – doradczym sposobem wychowywania sobie trenerów.

Czym to się różniło od UCZENIA mnie trenerstwa?

W treningu indywidualnym ja bym przychodził i dostawał zadanie/ćwiczenie od trenera.
W konsekwencji mógłbym zostać trenerem show-manem, którym być nie chciałem. Po prostu bym został wytrenował na takiego. Został bym nauczony nowych umiejętności, które były mi obce.
W coachingu rozwinąłem i przeniosłem na grunt trenerstwa umiejętności, które już miałem.

Żaden trening, nawet indywidualny nie dałby mi tyle ile dostałem. Na treningu robiłbym zadanie (ćwiczenie) trenera. Ja jednak robiłem to co chciałem. Odpowiedzialność za moje działania leżała po mojej stronie. Podczas treningu odpowiedzialność za ćwiczenia leży po stronie trenera. Tak naprawdę to nic nowego mnie mój coach NIE nauczył, ale sprawił, że ja zrozumiałem to co umiałem i zacząłem to stosować w prowadzeniu szkoleń.

Chciałem szybko poprowadzić swoje pierwsze szkolenie. Pozwolił mi. Spytał tylko „Czego potrzebujesz?”.

Pierwsze szkolenie jakie poprowadziłem, było tragiczne. Gubiłem się, plątałem, byłem cały zestresowany, czytałem miejscami niemal prosto z kartki to, co chciałem powiedzieć.

Po nim byłem prawie załamany. Dziwiłem się dlaczego tak wcześnie pozwolił mi prowadzić szkolenie? Przecież wiedział, czego może się po mnie spodziewać. Miałem mu za złe, że wcześniej nie nauczył mnie panowania nad stresem.

Z perspektywy czasu wiem dlaczego mi pozwolił poprowadzić to szkolenie.
W jego skutku okazało się, że ja umiem panować nad stresem, umiem być pewnym siebie np. na egzaminach, grając w piłkę nożną, startując w zawodach sportowych.

Uświadomiłem sobie, że ja potrafię panować nad stresem, pewnością siebie, a nie potrafię panować nad stresem podczas szkolenia.

NIE uczył mnie panowania nad stresem podczas szkoleń, a następnym razem prowadząc szkolenie byłem opanowany i pewny siebie.

Pozwolił mi wziąć moje cele we własne ręce, wziąć odpowiedzialność za nie i pozwolił mi odkryć i uświadomić sobie, że ja wiele umiem.

„Nauczyłem się” bardzo wiele, ale nie nowej wiedzy, ale wiedzy i umiejętności, które już miałem opanowane, a nie potrafiłem się nimi posługiwać w pracy trenera!!!

Coach NIE uczy nowej wiedzy. A czy starej wiedzy można uczyć? Pewnie nie. Dlatego coach nie uczy.

Być może z logicznego punktu widzenia w moim zestawieniu jest błąd, ale wszyscy wiemy o co chodzi.





1.2.c. Przykład coachingu przekonań

26 03 2009

Pewien sprinter postanowił spróbować swoich sił w maratonie. Tak w ogóle to nie chciał, ale jego sponsor nalegał: „Ale będzie sensacja jak sprinter wystartuje w maratonie i zajmie miejsce na podium! Wszyscy będą o Tobie mówić. Przecież kiedyś biegałeś na długich dystansach. Jak nie wystartujesz, to nie przedłużymy umowy z Tobą na kolejny rok.”

Sprinter biegający na co dzień na dystansie 100 m, wystartował w biegu na prawie 42 km.

Pierwsze 100 m przebiegł bardzo dobrze. Co więcej na tej pierwszej setce miał najlepszy czas ze wszystkich, lecz na drugiej, trzeciej i czwartej pogubił się i zdezorientował. Poradzi sobie z pierwszą setką, ale pozostałe zaczęły mu przeszkadzać, nie wiedział co z nimi zrobić.

Nasz sprinter – mistrz świata na 100 m – dobiegł na ostatnim miejscu. W TV nie pokazują tego jak pierwszy maratończyk wbiega na linię mety, tylko to jak nasz sprinter ostatnimi resztkami sił przetacza się przez linię mety.

Teraz sprinter uważa, że zawiódł. Czuje, że poniósł porażkę. Czuje się zrezygnowany. Chce rzucić wszystko, co wiąże się z bieganiem. Nie chce już biegać. Chwilami nawet myśli o skończeniu życia…

Nasz sprinter trafił do coacha:

Coach: – Jaka jest Twoja sytuacja?

Klient: – Jestem sprinterem. Przegrałem w maratonie. Wszyscy się ze mnie śmieją. Wstyd mi. Uważam, że zawiodłem siebie i innych. Wszystkich zawiodłem. Jestem popularną osobą. Boję się, wstydzę się stanąć na bieżni i biec w następnym biegu. Czuję się źle, myślę, że to koniec mojej kariery.

C: – Chcesz zrezygnować z biegania, bo uważasz, iż w maratonie zawiodłeś siebie i wielu innych ludzi?

K: – Nie chce, ale nie widzę innego wyjścia.

C: – Czyli nie chcesz zrezygnować dobrowolnie, tylko czujesz się zmuszony do tego?

K: – Tak.

C: – Co więc chcesz zrobić?

K: – Chcę bez wstydu startować i wygrywać biegi na 100 metrów.

C: – Czyli chcesz startować i wygrywać biegi na 100 m, ale czujesz się zmuszony do rezygnacji, bo zawiodłeś siebie i wielu innych ludzi?

K: – Tak.

C: – Ile tych osób było?

K: – Kilkaset, może kilka tysięcy.

C: – Ile razy wygrałeś bieg na 100m?

K: – Wiele razy. Nie pamiętam już ile razy.

C: – Ile osób czuło się wtedy zadowolonych z Ciebie? Dumnych z tego co zrobiłeś dla siebie i dla nich?

K: – Przez wszystkie te lata bardzo dużo, może kilkaset tysięcy, może nawet miliony, bo przecież jestem mistrzem świata.

C: – Czy chcesz sprawić zawód tym milionom?

K: – Nie, ale ja ich przecież już zawiodłem.

C: – Co pomyślą te miliony jeśli teraz zakończysz karierę?

K: – No, że skończyłem się, że już nie potrafię biegać.

C: – Jeśli ktoś kibicował Ci kilka lat i uważał Cię za bardzo dobrego biegacza, a teraz będzie musiał pogodzić się z tym, że Cię nie ma, to czy nie poczuje się zawiedzony jeszcze bardziej?

K: – Może się tak poczuć.

C: – Chcesz, żeby się poczuł jeszcze bardziej zawiedzony?

K: – Nie, ale nie widzę innego wyjścia.

C: – Chcesz przekreślić to, co osiągnąłeś przez ostatnie 5 lat?

K: – Nie.

C: – Chcesz poświecić miliony zadowolonych, dumnych z Ciebie osób, dla tysiąca tych którzy wierzą w Ciebie?

K: – Nie.

C: – Czym jest dla Ciebie start w maratonie?

K: – Porażką.

C: – A czy wiesz, z czego składa się Twoja porażka?

K: – Nie.

C: – Co do tej pory zrobiłeś?

K: – Wygrałem biegów na 100m i przegrałem jeden maraton, a właściwie to nie powinienem w nim startować.

C: – Co więc zrobiłeś?

K: – Wystartowałem w maratonie.

C: – Czym był ten start?

K: – Moim błędem.

C: – Czyli start w maratonie uważasz za błąd?

K: – Tak.

C: – Co powstało w skutek tego startu?

K: – Cała ta sytuacja.

C: – Czym jest dla Ciebie ta sytuacja?

K: – Trudnością, problemem.

C: – Mówisz, że jest problemem. Czyli teraz masz problem do rozwiązania?

K: – Tak.

C: – Czyli wpierw popełniłeś błąd – startując w maratonie, a następnie masz problem – co z tym teraz zrobić? Jak go rozwiązać? Czy rezygnacja jest naprawą błędu i trwałym rozwiązaniem problemu?

K: – Nie. Rezygnacja jest tylko takim zmiennikiem, trochę takim przejawem bezradności.

C: – Mówisz, że rezygnacja jest tylko zamiennikiem, przejawem bezradności?

K: – Tak.

C: – Więc co może być rozwiązaniem?

K: – Nie wiem.

C: – Jak możesz sprawić radość osobom, które zawiodłeś?

K: – Nie wiem.

C: – A jak do tej pory sprawiałeś im radość?

K: – Cieszyli się, gdy wygrywałem biegi.

C: – Zatem jak możesz sprawić im radość?

K: – Wygrywając następny bieg.

C: – A jak możesz to osiągnąć?

K: – Startując w następnym biegu.

C: – Jak możesz rozwiązać problem jakim jest wstyd po ostatnim starcie?

K: – Wygrywając następny bieg.

C: – Jak zajmiesz w nim miejsce na podium, to co pomyślą inni o Tobie?

K: – Że ostatnio to był „wypadek przy pracy”, że każdemu może się zdarzyć słabszy dzień.

C: – A co pomyślą jak zrezygnujesz teraz z biegania?

K: – Że jestem słaby, że nie mam już szans. Że się skończyłem…

C: – Co zatem jest rozwiązaniem Twojego błędu i problemu?

K: – Start w następnym biegu i zajęcie miejsca na podium.

C: – Co dzięki temu osiągniesz?

K: – Ludzie dalej będą mi kibicować. Zapomną o tym, że raz przegrałem. Gazety znowu będą pisać o mim dobrym starcie, a w TV będą pokazywać jak mijam pierwszy linię mety. Znowu będę dobrym sprinterem, będę dobry w tym co robię, będę startował i wygrywał!

C: – Co więc zrobisz w następny weekend?

K: – Wystartuję i zajmę miejsce na podium.

C: – Czy jest to możliwe?

K: – Pewnie, że tak. Jestem bardzo dobrym sprinterem.

C: – Czyli chcesz wystartować w następny weekend?

K: – Pewnie, że tak. Jak tego nie zrobię, to wszyscy pomyślą, że się skończyłem. Sprawie jeszcze większy zawód moim kibicom.

C: – Wiesz jak to zrobić?

K: – Tak.

C: – Czy jest coś co mogły by Ci przeszkodzić w dobrym starcie i zajęciu miejsca na podium?

K: – Chyba nie. Tylko jak tak sobie teraz myślę, to nie wiem czy nie będzie mi wstyd stanąć na starcie i pobiegnąć.

C: – Jest coś co może zmniejszyć ten wstyd?

K: – Myślę, że ludziom jest przykro, że ich zawiodłem i myślę, że powinienem przyznać się do błędu i ich przeprosić.

C: – Czy możesz ich przeprosić?

K: – Tak.

C: – A jak to uczynisz?

K: – Po prostu wystąpię w TV i przeproszę wszystkich moich kibiców, lub udzielę jakiegoś wywiadu dla prasy, jak w TV mnie nie będą chcieli i w nim przeproszę.

C: – Czy przeprosiny Ci pomogą zmniejszyć wstyd przed najbliższym startem?

K: – Tak.

C: – Podsumuj mi, więc teraz całą sytuację, dotyczącą następnego startu.

K: – Więc w następny weekend startuję w biegu na 100 m i zajmuję miejsc na podium, bo to jest lepsze wyjście niż rezygnacja. Wcześniej przyznaję się do błędu i przepraszam.

C: – Czy rozmowa ze mną Ci pomogła?

K: – Tak.

C: – A co z niej zapamiętasz na przyszłość?

K: – Gdy uznam, że poniosłem porażkę, to będę pamiętał, że porażka składa się z błędu i problemu. Ten błąd mogę naprawić, a problem rozwiązać robiąc dalej to w czym jestem dobry. Bo jak pokażę, że jestem dalej dobry, że mogę dalej wygrywać, to ludzie zapomną o moim słabszym dniu i dalej będą po mojej stronie. A jak załamię się i zrezygnuję to tylko utwierdzę ich w przekonaniu, że jestem słaby, że się skończyłem.

C: – Dlaczego nie dostrzegałeś wcześniej takiego rozwiązania?

K: – Bo myślałem tylko o tym, że zawiodłem, że poniosłem porażkę. Tak się tym przejmowałem, że myślałem, że już nic nie mogę zrobić. Teraz bardziej zrozumiałem całą sytuację i dostrzegłem, że istnieje bardzo proste rozwiązanie, które potrafię wykonać, ale go nie dostrzegałem mając przed oczami obraz błędu.

C: – Czyli mówisz, ze kiedy następnym razem popełnisz błąd i będziesz miał problem do rozwiązania, to będziesz dalej robił to w czym jesteś dobry?

K: – Tak, bo to dobre rozwiązanie.

C: – Zastanawiałeś się kiedyś w jaki sposób mistrz świata, wsiada do samochodu, powoduje wypadek, ginie jego brat, a on wraca i zdobywa kolejny złoty medal?

K: – Nie, ale teraz już wiem. Po prostu robi dalej to w czym jest dobry? Mam rację?

C: – A co Ty byś zrobił w takiej sytuacji?

K: – Dalej robił to w czym jestem dobry, bo gdybym się załamał to by był mój koniec. Po prostu jak popełnię błąd to zamiast załamywać się i rezygnować, powinienem dalej robić to w czym jestem dobry, to co jest moim zawodem, obowiązkiem, pasją. Bo to będzie początkiem naprawiania błędu i rozwiązywania problemu.

C: – Wiesz zatem co chcesz zrobić w dalej w tej sytuacji. Wiesz jak rozwiązać problem i naprawić błąd. Wiesz co zrobić w podobnej sytuacji w przyszłości. Mogę jeszcze coś dla Ciebie zrobić?

K: – Chyba nie. Chyba już wszystko wiem.

C: – Chyba?

K: – Pewności nigdy nie mam.

C: – Mówisz, że nigdy nie masz pewności?

K: – Z cała pewnością nigdy nie mam pewności – klient odpowiada z uśmiechem na ustach.

C: – A może chcesz mieć zawsze pewność?

K: – Pewnie, że tak.

C: – To o tym porozmawiamy następnym razem – odpowiedział coach z uśmiechem na ustach.

K: – Nie dziękuję – odpowiada i wychodzi z uśmiechem na ustach.

PS. To tylko przykład, a nie recepta na coaching. W innej sytuacji, z innym człowiekiem prawdopodobnie wyglądałby całkiem inaczej.





1.2.b. Na czym polega coaching?

26 03 2009

Najkrótsza definicja słowa jaką spotkałem brzmi:

Coaching jest to pomoc danej osobie we wzmacnianiu i udoskonalaniu działania poprzez refleksję nad tym jak stosuje konkretną umiejętność bądź wiedzę.

(Sara Thorpe – „Podręcznik coachingu”)

Do tak sformułowanej definicji prawie każdy człowiek zadaje mi pytania:
„To, co to w końcu jest ten coaching? Na czym on polega”

Wtedy podaję dłuższą, ale bardziej praktyczną, a co za tym idzie łatwiejszą do zrozumienia definicję – opowieść:

Kiedy pierwszy raz poszedłem na zajęcia z kickboxingu, to usłyszałem:

-         Zanim nauczysz się wygrywać, naucz się przegrywać. Zanim nauczysz się wstawać, musisz nauczyć się upadać.

Zdziwiłem się. Ja chciałem walczyć, a Ci mi każą przez miesiąc ćwiczyć przewracanie i upadanie!

Gdy już minęło moje zdziwienie zrozumiałem, że w pierwszych miesiącach nauki kickboxingu, to co będę robił najczęściej, to będzie upadanie!

-         Widzisz tego chłopaka? – zapytał mnie trener.

-         Tak.

-         On trenuje od 8 lat. Załóżmy, że teraz stoczysz z nim walkę. Co jest bardziej prawdopodobne? To, że on Ciebie pierwszy pośle na deski, czy Ty jego?

-         On mnie – odpowiedziałem.

-         Brawo! On Cię pośle na deski 15 razy zanim Ty go pierwszy raz uderzysz.

-         Wiesz, co się stanie, gdy uderzysz plecami o deski? Przemieszczą ci się kręgi, uszkadzając rdzeń kręgowy. Resztę życia spędzasz na wózku. Wiesz co się dzieje, gdy podstawą czaszki uderzysz o deski? W najlepszym wypadku będziesz miał wstrząs mózgu. W najgorszym przerwiesz sobie rdzeń kręgowy i umrzesz.

Wtedy zrozumiałem, że zanim rozpocznę jakieś działanie, to wcześniej muszę się nauczyć upadać i podnosić. Muszę to zrobić, bo na początku wiele razy będę upadał, a żeby się podnieść, muszę przeżyć upadek.

Kiedy dziecko uczy się chodzić, wpierw raczkuje. Potem zaczyna stawać na nogach. Robi pierwszy krok i upada. Płacze, a rodzicom robi się przykro.

Dziecko znowu staje, robi krok, upada i płacze. Rodzicom jest żal dziecka, ale pozwalają mu to robić dalej.

Żadne z rodziców nie powie: „Dość tego mały! Będziesz robił to w czym jesteś dobry. Będziesz doskonalił raczkowanie, a nie uczył się chodzić. Tyle razy już upadłeś, że chodzenie nie ma sensu.”

Wiesz co się dzieje, gdy ten malec dorośnie, założy firmę, upadnie pierwszy raz, chce wstać i założyć nową firmę?

Rodzice krzyczą: „Dość tego mały! Nie będziesz uczył się chodzić. Tyle razy już upadłeś, że to nie ma sensu. Będziesz raczkował!”.

Co robi nasz całkiem duży malec?

A no raczkuje… zatrudnia się w jakiejś firmie i pracując tam jest nieszczęśliwy. Cierpi bo chce chodzić, a musi raczkować. Patrzy jak firmy innych gnają do przodu, a jego leży w gruzach. Patrzy jak firma szefa gna do przodu, a jego leży w gruzach i zaczyna zazdrościć, denerwować się, frustrować. Myśli: „Nie chce harować dla niego. Sam mógłbym robić to samo w swojej firmie”.

Albo pląta się tak w kółko, albo odchodzi. Zakłada firmę i bankrutuje.

A proces powtarza się od nowa.

Czy dziecko po upadku, przestaje uczyć się chodzić?

Nie.

Płacze, ale próbuje dalej.

Rodzice z czasem zauważają, że dziecko upadając zamiast płakać, śmieje się.

Czyżby cieszyło się upadając?

Czyżby ból sprawiał mu radość?

NIE.

Ono zanim nauczyło się chodzić, wpierw nauczyło się upadać, tak by nie czuć bólu!!!

Zanim zacząłem się uczyć kickboxingu, nauczyłem się upadać.

Po pierwsze dla bezpieczeństwa.

Po drugie po to, żeby w ogóle się nauczyć kickboxingu.

Gdybym zaczął walczyć, upadł kilka razy, poobijany wstał i znowu upadł, to w pewnej chwili, bardzo szybko bym się zniechęcił i zrezygnował.

Zanim nauczyłem się walczyć, nauczyłem się upadać.

Dziecko zanim nauczyło się chodzić, nauczyło się upadać

Teraz upadek jest dla niego zabawą, przygodą, ciekawym doświadczeniem, wesołym eksperymentem, z którego czerpie przyjemność, radość, ale również wiedzę i umiejętności chodzenia!

Dziecko instynktownie nauczyło się upadać, zanim zaczęło się uczyć chodzić. Teraz upadki są wewnętrznymi bodźcami do dalszego próbowania, do dalszej nauki chodzenia, bo zamiast bólu dostarczają radości i pozwalają robić postępy w chodzeniu. Postępy w osiąganiu celu.

Tak to ucząc się chodzić, sam nauczyłeś się upadać, a potem nauczyłeś się chodzić. Nauczyłeś się też czerpać radość, wiedzę i umiejętności z trudności w chodzeniu.

Minęło kilkanaście lat.

Zaczynasz się uczyć umiejętności X. Napotykasz na pierwszą trudność, co jest całkiem normalną sytuacją, bo jesteś nowicjuszem.

Ty jednak zamiast czerpać radość z trudności, koncentrujesz się tak na nauce umiejętności X, że niczego poza X-em nie widzisz.

Wiesz na czym polega mój coaching?

Ja wpierw nauczę Cię upadać, a ty później sam nauczysz się chodzić.

Wiesz dlaczego coach nie uczy?

Bo coach nie uczy umiejętności X. Coach stwarza Ci warunki, w których sam nauczysz się X.

Nawiązując do sytuacji z nauką kickboxingu – coach nie uczy kickboxingu, tylko upadania i podnoszenia się z większą siłą.

Uczy radzenia sobie z trudnościami, wyciągania z nich wniosków. Uczy czerpania radości, wiedzy i umiejętności z upadania. Powoduje, że trudności stają się eksperymentami, które przybliżają Cię do celu.

Teraz już wiesz, czemu mówi się, że coach nie uczy, a klient sam się uczy podczas coachingu.

Podejrzewam, że wiesz też czemu coaching nie przynosi efektu w 1 czy 2 sesje. Wiesz czemu?

Bo nauczenie się upadania, czerpania radości, wiedzy i umiejętności z upadania trwa o wiele dłużej. To tak, jak z dzieckiem… Dziecko uczy się chodzenia przez rok. Bo przez 10 miesięcy uczy się upadania, a dopiero po tym uczy się chodzenia w 2 miesiące.

Tak Ty ucząc się umiejętności X rok czasu, tak naprawdę 10 miesięcy uczysz się upadania, a przez 2 uczysz się umiejętności X.

Coaching trwa 6 miesięcy, ale po nim opanujesz umiejętność X w 2 tygodnie. Bez coachingu będziesz uczył się umiejętności X rok, albo po dwóch zrezygnujesz z nauki i stracisz zainwestowany czas i kapitał.

Dlaczego rodzice pozwalają dziecku uczyć się chodzić, a nie pozwalają założyć kolejnej firmy, gdy pierwsza zbankrutowała? Dlaczego protestują, gdy ich dziecko trafia na pierwsze trudności?

Bo dziecko chodząc kilka razy upadnie, rozpłacze się, ale w pewnej chwili śmieje się, gdy upada. Rodzice widzą, że się bawi, że się dobrze czuje, że się samo uczy, że każdy następny upadek sprawia o wiele mniej bólu a o wiele więcej radości.

Gdybyś swoje dorosłe trudności traktował tak jak traktowałeś upadki podczas nauki chodzenia, to rodzice i znajomi wspierali by Cię w nich, a nie zabraniali Ci tego co chcesz.

Kiedy ja po miesiącu pracy w firmie A odchodziłem niezadowolony, to moi rodzice to popierali. Kiedy po 2 tygodniach odchodziłem z firmy B, to moi rodzice też to popierali.

Kiedy moja siostra postanowiła po roku odejść z pracy, to protestowali. Uważali, że powinna zostać i pracować tam dalej, mimo że była również bardzo niezadowolona.

Dlaczego w dwóch podobnych sytuacjach ci sami ludzie, całkiem różnie zachowali się?

Bo ja inaczej traktowałem swoją zmianę, a moja siostra inaczej swoją. Ja się z moich decyzji cieszyłem, a moja siostra martwiła się tym, że odchodzi z pracy, której nie lubi – martwiła się tym, że nie znajdzie innej. Widząc smutek dziecka rodzice zaczęli „interweniować” i krzyczeć: „Raczkuj dalej!”.

Skuteczny coach, to nie osoba, która nauczy Cię umiejętności X. To nie jest zadanie coacha.

Skuteczny coach, to ten który nauczy Cię czerpać radość, wiedzę i umiejętności z przeszkód w działaniu.

Dlaczego coach nie może być odpowiedzialny za osiągnięcie celu przez klienta?

Bo cel klienta to opanowanie umiejętności X. Coach jej NIE uczy, więc nie może być za nią odpowiedzialny!

Weźmy taki przykład:

Coach zostaje zatrudniony do „nauczenia” prezesa: „Pewnie występować publicznie”.

Coach jednak nie uczy prezesa występować publicznie, przemawiać, skupiać na sobie uwagę.

Coach uczy czerpać radość, wiedzę i umiejętności z trudności w przemawianiu. Coach pomaga zneutralizować negatywny wpływ przeszkód w dążeniu do celu. Pomaga zrozumieć jak one wpływają na nas. Pomaga uświadomić sobie, co będzie, gdy te przeszkody opanujemy.

Coach nie może być odpowiedzialny za to, że prezes nauczy się w rok publicznie przemawiać, bo coach nie uczy przemawiać. Prezes sam nauczy się przemawiać, jeśli wpierw nauczy się pokonywać trudności. Kiedy stwierdzi, że nie ma już żadnych trudności w przemawianiu publicznym, nie pozostanie mu nic innego jak przemawiać.

Coach nie może też z góry określić czasu trwania coachingu, bo nie wie ile czasu zajmie klientowi nauczenie się czerpania radości, wiedzy i umiejętności z upadania. Poza tym każdy człowiek uczy się chodzić różny okres czasu, jak również uczy się upadać różny okres czasu.

Coach może przewidzieć średni lub maksymalny czas coachingu.

Może, ale nie musi, bo to pewnego rodzaju loteria, a coach jasnowidzem nie jest. Ja jednak zawsze określam „prawdopodobny” czas trwania coachingu.

Jednak mogę to zrobić dopiero, gdy poznam klienta, jego sytuację, cele, potencjał i trudności. Mogę się również pomylić, bo ja określam prawdopodobny czas, a nie rzeczywisty. Rzeczywistego przewidzieć nie mogę, bo jasnowidzem nie jestem.

Wiesz już dlaczego coach „uczący” klienta wystąpień publicznych nie musi sam występować publicznie?

Bo coach NIE uczy wystąpień publicznych. On współpracuje z klientem w zakresie wystąpień publicznych.

Dlaczego coach „uczący” zarządzania zespołem, nie musi umieć zarządzać?

Dlaczego coach „uczący” negocjacji, nie musi umieć negocjować?

Dlaczego coach „uczący” kreatywności, nie musi być kreatywny?

Bo coach NIE uczy tych rzeczy! Coach pomaga klientowi zrozumieć i uświadomić sobie jak radzić sobie z trudnościami, jak czerpać radość i umiejętności z przeszkód oraz jak rozwijać swoje mocne strony w tych obszarach.

Można powiedzieć, że coach jest ekspertem od neutralizowania trudności i rozwijania mocnych stron klienta, a NIE od negocjacji, zarządzania, czy kreatywności.

Dlaczego life-coach pracujący z małżeństwem, nie musi sam być żonaty?

Bo on nie uczy jak być świetnym małżeństwem, ale jak czerpać radość, wiedzę i umiejętności z codziennych małżeńskich doświadczeń oraz jak tworzyć związek w oparciu o mocne strony obojga ludzi. Kiedy owe małżeństwo to opanuje, to samo nauczy się jak być świetnym małżeństwem.

Doskonałość osiąga się nie wtedy, gdy już nic nie można dodać, lecz wtedy gdy już nic nie można odjąć.

Kiedy odejmiesz (zneutralizujesz) wszystko co Ci przeszkadza i sprawia trudności, to pozostanie Ci tylko osiągnięcie celu.

Moja praca coacha NIE polega na uczeniu, ale na doprowadzeniu do tego, że klient w pewnym momencie powie:

„Ale fajnie! Nie mam już trudności. Nie mam przeszkód. Mogę działać!”.

A kilka tygodni później doda: „W końcu osiągnąłem  swój cel!”.

Na koniec powiem jeszcze raz:

Doskonałość osiąga się nie wtedy, gdy już nic nie można dodać, lecz wtedy gdy już nic nie można odjąć.

Kiedy odejmiesz (zneutralizujesz) wszystko co Ci przeszkadza i sprawia trudności, to pozostanie Ci tylko osiągnięcie celu – bycie lepszym w tym co robisz.

Właśnie tak postępowałeś, kiedy uczyłeś się chodzić. Gdybyś postępował inaczej, prawdopodobnie do dzisiaj nie nauczyłbyś się chodzić, albo zajęłoby Ci to o wiele więcej czasu.

Coach w swojej pracy pomaga zneutralizować trudności oraz pomaga budować na swoich mocnych stronach.

Oczywiście, żeby coach mógł współpracować z klientem, to klient powinien umieć wykonywać daną czynność na minimum podstawowym poziomie!

Coach NIE może zacząć współpracować z managerem, który nic nie wie o zarządzaniu! Taki manager wpierw powinien opanować wiedzę teoretyczną oraz podstawy praktycznych umiejętności zarządzania. Dopiero wówczas może rozpocząć racę z coachem, który to pomoże owemu managerowi wyeliminować trudności oraz dalej rozwijać jego mocne strony.





1.2.a. Pochodzenie słowa coaching

26 03 2009

Kocz po polsku to taki rodzaj powozu, w którym woźnica siedzi z tyłu powozu.

Po węgiersku ten powóz nazywa się Kocs (Węgrzy go wymyślili).

Po angielsku nazywa się on Coach. Natomiast transport tym powozem nazywa się Coaching.

Kiedyś angielscy trenerzy sportowi zaczęli „dziwnie” współpracować ze swoimi zawodnikami. Zamiast ich trenować, często po prostu z nimi rozmawiali o tym jak ci zawodnicy grają.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że te rozmowy bardzo podnosiły wyniki sportowców. Taki „dziwnie” pracujący trenerzy w ciągu kilku rozmów przenosili wyniki zawodnika z podstawowych do zaawansowanych. Natomiast z zaawansowanych do bardzo zaawansowanych.

Szybko zauważono analogię owych trenerów do Coachów – przewoźników i nazwano ich również Coachami, a ich pracę Coachingiem.

Coach – przewoźnik siedział z tyłu powozu. Z za pasażera sterował kierunkiem jazdy pasażera.
Coach – sportowy w podobny sposób traktował swojego klienta. Mianowicie NIE prowadził go za rękę, za sobą, ale pozwalał mu podążać przodem. Zwracał tylko uwagę na to by klient podążał dobrą trasą i NIE zabłądził.

Można powiedzieć, że Coach – sportowy prowadził swojego klienta będąc za nim co do poziomu wiedzy i umiejętności odnośnie danego sportu. Zdarzało się, że ów Coach pracował jednocześnie z tenisistami, lekkoatletami, piłkarzami. Sam jednak często miał o wiele mniejsze umiejętności sportowe niż jego klienci.

Co do wiedzy i umiejętności sportowych Coach był za klientem. Prowadził go jednak pytaniami. Pytania, a właściwie odpowiedzi na nie powodowały w zawodniku zastanowienie, przemyślenie, refleksję, eliminację przeszkód, trudności których zawodnik nawet nie był świadomy, a które obniżały jego wyniki.

Pytania te w krótkim czasie powodowały zmianę zawodnika głównie po przez ograniczenie przeszkód w jego działaniu i rozwiniecie jego umiejętności po przez przemyślenie tego co on tak właściwie robił.

Wpierw zawodnik stabilizował swoje wyniki na swoim najwyższym poziomie (np. tenisista poprawnie serwował 8 na 10 piłek). Potem sportowiec poprawiał swoje wyniki i znów je stabilizował na najwyższym swoim poziomie. Po prostu zwiększał powtarzalność najlepszych swoich wyników. Potem znowu poprawiał i znowu stabilizował.
Oczywiście NIE trwało to w nieskończoność. W pewnym momencie sportowiec osiagał maksimum, którego już podnieść nie mógł z przyczyn fizycznych, fizjologicznych. Nie mogł biec z prędkością dźwieku.

Później przeniesiono Coaching ze sportu do biznesu (biznes coaching), życia prywatnego (life-coaching), życia zawodowego (carrere coaching) i jeszcze kilka innych.

Podsumowując moje powyższe słowa:

Coaching to stosunkowo szybkie „przetransportowanie” umiejętności na wyższy poziom po przez refleksję nad tym jak działamy. Po przez eliminację przeszkód i wzmocnienie tego co dobrze robimy.